Kurier z 19.05.2004Na początku przyznam się do pewnego uprzedzenia. Otóż myśląc o samochodach terenowych nigdy nie zwracałem uwagi na auta z napędem na cztery koła produkowane przez Suzuki. Grand vitara czy też jimny jakoś nigdy nie kojarzyły mi się z samochodem zdolnym pokonywać bezdroża. I to był duży błąd z mojej strony...
Przed kilkoma tygodniami miałem okazję przejechać się grand vitarą po dużej żwirowni i błotnistych drogach. Później powtórzyłem przejażdżkę już na dłuższej trasie i w równie trudnych warunkach. I co? I nic. Auto nawet na zwykłych, typowo szosowych oponach radziło sobie na grząskich piaskach, stromych zjazdach i podjazdach. Owszem, trzeba było uważać przy pokonywaniu nierówności, by się nie zwiesić na podwoziu i starać się jechać górą kolein (prześwit wynosi tylko 195 mm). Ale nic poza tym.
Jak to udało się osiągnąć? Grand vitara wyglądem przypomina przedstawiciela klasy SUV, czyli usportowioną terenówkę, którą lepiej nie zapuszczać się na większe bezdroża. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Pod niepozornym z wyglądu nadwoziem kryje się bowiem rama, do której zamontowany jest silnik i cały układ napędowy, zawieszenie oraz nadwozie, czyli tak jak w typowej klasycznej terenówce. Umieszczony podłużnie silnik przekazuje napęd na tylne koła, a kierowca wybiera, kiedy ma załączyć napęd na cztery koła (w większości SUV-ów decyduje o tym elektronika). Obok dźwigni zmiany biegów umieszczono o wiele mniejszą dźwigienkę systemu Drive Select 4x4. Z napędu 2H (napędzana tylna oś) na 4H (napędzane wszystkie koła) można przełączyć podczas jazdy po prostej. Jednak w odróżnieniu od typowych SUV-ów, po zatrzymaniu auta można załączyć napęd na cztery koła z redukcją przełożeń (4L). To z kolei zapewnia bardzo dobre właściwości w terenie, oczywiście jeśli kierowca potrafi wykorzystać walory auta. Trzeba unikać zrywania przyczepności kół i przy pokonywaniu przeszkód starać się jeździć płynnie na drugim biegu. Podróżowałem autem z benzynowym silnikiem 2.0 l o mocy 128 KM, które w takich warunkach sprawdzało się bardzo dobrze. W ofercie jest jeszcze 2.5-litrowy V6 o mocy 158 KM, a na specjalne zamówienie można zamówić grand vitarę z silnikiem diesla 2.0 (109 KM) produkowanym przez PSA. Z każdym z tych dwóch silników auto powinno jeszcze lepiej spisywać się w terenie. Wszak tu bardzo liczy się wielkość momentu obrotowego i jak najniższe usytuowanie jego dostępności.
Nie muszę dodawać, że pięciodrzwiowa grand vitara równie dobrze spisywała się podczas jazdy po asfaltowych drogach. Trzeba się było jedynie przyzwyczaić do wyższej pozycji za kierownicą, delikatnego myszkowania na koleinach i wyważonego operowania pedałem gazu w zakrętach na śliskiej nawierzchni (stosunkowo łatwo można zerwać przyczepność tylnych kół, co w pewnych warunkach i przy odpowiednich umiejętnościach może przynieść radość z jazdy). Co do wnętrza trudno mieć zastrzeżenia. Deska rozdzielcza wykonana jest co prawda z twardych plastików, ale wygląda przyjemnie. Fotele są wygodne, w dodatku podgrzewane i regulowane we wszystkich płaszczyznach, co przy regulacji kierownicy tylko góra-dół pozwala dobrać odpowiednią pozycję. W dodatku fotele przednie i tylną kanapę można rozłożyć tak, że powstanie namiastka łóżka. Dodajmy, że na wyposażeniu standardowym jest klimatyzacja, dwie poduszki powietrzne, układ ABS, centralny zamek, radio z CD, wspomaganie kierownicy czy też elektrycznie podnoszone szyby z przodu i z tyłu. A wszystko w cenie 85 600 za testowaną pięciodrzwiową wersję 2.0 l. Jak na terenówkę to całkiem rozsądna cena, zwłaszcza że konkurenci cenią się o 20 tys. zł drożej.
Krzysztof Nalewajko
|  fot. autor | | | |
| |